Trochę historii alternatywnej chyba nikogo nie zgorszy.
Myślę, że jedno jest pewne: Papież miałby wiele powodów do zmartwienia. Na świecie kryzys: nie był nieprzytomnym entuzjastą kapitalizmu, na pewno jednak nie cieszyłby się wraz z Karolem Marksem. W Polsce... Tu martwimy go nieustannie. Co by sobie myślał przed wyborami? Na pewno nie mruczałby sobie pod nosem:
"Każda piuska głosuje na Tuska", ale czy rymowałby, jak wielu naszych prominentów kościelnych: "Jarosław, Polskę zbaw!"? Chyba trwałby w przekonaniu, że jedynym zbawicielem także naszego narodu jest mimo wszystko Jezus Chrystus... A Nergal? Myślę, że gdyby się kiedyś cudem Boskim spotkali, artysta przekonałby się od razu, że religia nie taka straszna, jak ją tak groźnie maluje.