2 "Mistrz i Małgorzata", czyli lifting księcia

Stanisław Dutka
2007-09-24, ostatnia aktualizacja 2007-09-24 15:57

Data edycji: 22 września 2007 r.


Ludzkość nie była dla ciebie łaskawa. Raz byłeś wężem, który zmanipulował Ewę i przez ciebie człowiek został wypędzony z raju. Innym razem przyprawiono ci kopyta, rogi i wyganiano na scenę w przedstawieniach jasełkowych. Dzieci pękały ze śmiechu. Wreszcie totalną pupę przyprawił Mickiewicz, który w słynnej balladzie wpuścił cię w ramiona pani Twardowskiej, a ta okazała się bardziej toksyczna niż święcona woda.

Współczuję, Szatanie! Straszą tobą maluchy na dobranoc.

Wiesz, w dzisiejszym świecie trzeba mieć PR. Trzeba mieć wizerunek, żeby się podobać. Mam wrażenie, że w końcu to zrozumiałeś i znalazłeś niebanalnych kreatorów. Pierwszy to XIX-wieczny poeta Goethe. Zrobił ci atrakcyjny lifting. Pokazał w towarzystwie niejakiego Fausta, wybitnego intelektualisty. Ty - jako przewodnik - wtajemniczasz go w uciechy świata i wypowiadasz słynną kwestię: "Jestem częścią tej siły, która pragnąc zła, wiecznie czyni dobro".

Niezły początek. Jednak mistrzem w budowaniu twojego wizerunku okazał się Michaił Bułhakow, rosyjski pisarz, autor "Mistrza i Małgorzaty". Z jakich elementów cię ulepił?

Zacznijmy od miejsca, w którym masz się pojawić. Moskwa, lata 30. XX w. Komunizm, stalinizm i wycieczka z kurą w walizce, na wypadek gdyby w barze nie było obiadu. Ponadto ateizacja - oto pisarze zatrudnieni przez państwo mają udowadniać, że Jezus Chrystus nie istniał. I pewnie to cię najbardziej rozdrażniło: bo jeśli Boga nie ma, to znaczy, że i ciebie można włożyć między bajki.

Pojawiasz się znienacka na jednej z moskiewskich ulic. Przedstawiasz się: profesor Woland, specjalista od czarnej magii. Przystojny, czarnowłosy, elegancki, z demonicznym akcentem: prawe oko czarne, lewe zielone. Niezłe! Jeszcze bardziej zyskujesz w moich oczach, gdy wyznajesz: "Dziś rano jadłem śniadanie z Immanuelem Kantem i dyskutowaliśmy o jego dowodach na istnienie Boga". Świetny zabieg! Powołałeś się na znajomość z wybitnym myślicielem. Od razu stałeś się dla mnie mędrcem i filozofem. Diabłem z wyższej półki.

Jak dotrzeć do masowego odbiorcy? Bułhakow celnie ci podpowiada: "Zrób spektakl na własną cześć, zostań Mistrzem Ceremonii". I w książce to jeden z najpiękniejszych obrazów - pokaz czarnej magii w przepełnionym teatrze. Pierwsza sztuczka rzuca na kolana. Oto konferansjer z urzędu, Żorż Bengalski, ględzi przed twoim występem, że czarna magia to fikcja. Urywasz mu głowę, każesz jej fruwać po scenie, a potem wrócić na kark właściciela. Nic dziwnego, że Bengalski oddał się w ręce sanitariuszy szpitala psychiatrycznego.

Obsypujesz publiczność banknotami i stroisz w wykwintne ubrania. Ty, Szatan, wchodzisz w rolę popowego idola, który by pozyskać tłum, spełnia jego zachcianki. Doprowadzasz ich do ekstazy. Ale mieli miny, gdy po wyjściu z teatru zorientowali się, że banknoty zamieniły się w papierki, a cudowne stroje znikły. Stali w majtkach i stanikach na ulicy.

Absolutnym majstersztykiem w tej całej strategii budowania twojego wizerunku była organizacja balu. Bal u Szatana. Goście: dawni mordercy, trucicielki i wampiry. Pensjonariusze piekła. To dla nich ta cała zabawa. Orkiestra gra. Goście tańczą i kąpią się w szampanie. Wzbudziło to we mnie niepokój, ale i podziw: czyżby nieobce ci było miłosierdzie? Czyżby i potępieni mieli szanse na chwilę szczęścia w twoim piekle?

Lecz na balu wydarzyło się coś jeszcze. Oto Małgorzata, piękna, ale nieszczęśliwa. Jej ukochanego, pisarza i mistrza, zamknięto w szpitalu psychiatrycznym. Tak władza rozprawia się z niepokornymi pisarzami. Do tej kobiety wyciągasz dłoń. Tajemną maścią - prezentem od ciebie - Małgorzata smaruje całe ciało. Odzyskuje młodość. Ona będzie królową twego balu. Będzie ci usługiwać. A ty, Szatan, mając u boku taką kobietę, stajesz się szatanem przez duże "S".

Ta historia już się kiedyś zdarzyła. Wszak u Goethego wędrowałeś z Faustem, z którym wcześniej zawarłeś pakt. Ale to była transakcja dwóch biznesmenów. Faust miał się pławić bezkarnie w rozkoszach tego świata, ty dostałeś hipotekę na jego duszę. Jednak teraz twój pakt, Szatanie, jest paktem z kobietą. Nie jesteś wyrachowany. Chcesz tylko jej obecności na balu. Jej piękna i niezwykłej osobowości. W zamian zaś dajesz dużo więcej. Bo Małgorzata po balu odzyskuje Mistrza. I choć oboje padają martwi, po chwili znów się odradzają. W innym wymiarze - wiecznym. Dajesz im miłość wieczną. Wieczne życie. Mało to diabelskie, ale może właśnie tu spełniają się twoje słynne słowa: "Jestem częścią tej siły, która pragnąc zła, wiecznie czyni dobro".

Książę Wolandzie! Takiego diabła zlekceważyć nie można. Szacuneczek. Przybądź kiedyś raz jeszcze. Wynajmij nowego kreatora. Niech będzie równie utalentowany jak Michaił Bułhakow. Amen. 1

Warto zapamiętać:

Michaił Bułhakow (1891-1940). Najsłynniejsze: "Biała gwardia", "Psie serce", "Mistrz i Małgorzata". Tę ostatnią powieść pisał przez 12 lat - do szuflady, jako że od 1925 r. miał zakaz drukowania w Związku Radzieckim. Premiera tego dzieła w ZSRR miała miejsce w 1973 r.