5 "Zbrodnia i kara", czyli spotkanie panów

Stanisław Dutka
2007-09-24, ostatnia aktualizacja 2007-09-24 15:59

Data edycji: 13 października 2007 r.


Było ich dwóch. Nietzsche i Dostojewski. Pierwszy filozof, drugi pisarz. Obaj działają w XIX w. Pierwszy ponoć łapczywie czyta powieści drugiego. Nie dziwię się - książki Dostojewskiego są jak narkotyk. "Zbrodnia i kara" to książka, w której drogi obu panów się spotykają.

Nietzsche rozpalił kiedyś moją wyobraźnię. Oto, co głosił: jest dwóch ludzi - pan i niewolnik. Pan wyróżnia się z tłumu. Jest władcą swojego życia. Stwarza własną hierarchię wartości. Sam ustala, co dla niego jest dobre, a co złe. Niepotrzebne są mu Bóg, religia i prawo. Jest duchowym siłaczem, który samodzielnie kieruje własnym życiem.

Niewolnik jest słabeuszem. Potrzebuje wyraźnych wskazówek, jak żyć. Bez norm, które oferuje społeczeństwo, nie umiałby sobie poradzić. Te normy są jak kaganiec - chronią go przed jego własnymi instynktami. Jest bezbronny. To dla niego zostało wymyślone chrześcijaństwo, które proponuje współczucie i pocieszenie. Niewolnik wierzy w Chrystusa, który niczym niańka przytuli i wesprze. Niewolnik zdany jest na łaskę innych. Nie umie być panem swojego życia.

Zawsze miałem wrażenie, że Nietzsche mnie pyta: a ty kim chcesz być - panem czy niewolnikiem?

Nietzsche pewnego razu szedł ulicą i usłyszał hałas. Woźnica tłukł batem konia. Zwierzę wyło, oczy wyszły mu na wierzch. Nietzsche nie wytrzymał. Rzucił się z furią na woźnicę. To mnie poruszyło: człowiek, który głosił, że współczucie jest wartością niewolników, sam przed tym uczuciem nie umiał się obronić.

W jego biografii rusza mnie jeszcze jedna rzecz - Nietzsche zwariował. Pomyślałem wtedy, że być może nie umiał udźwignąć roli, którą sam sobie wymyślił.

Pora przejść do "Zbrodni i kary". Oto Rodion Raskolnikow. Ubogi, ale piekielnie zdolny student. Patrzy na otaczającą go rzeczywistość i dostrzega zgrzyt. On, jednostka nieprzeciętna, żyje na granicy nędzy, jego żołądek kurczy się z głodu. Wokół mnóstwo ludzi przeciętnych - dobrze usytuowani, zadowoleni, ale przecież mogłoby ich również nie być. Świat by nie ucierpiał. Oni nie mają światu nic do zaoferowania. Czy można by ich poświęcić? Z pewnością bez straty dla kogokolwiek można by poświęcić jedną osobę, starą lichwiarę, która wyciąga cenne przedmioty od biednych studentów, wypłacając im marne grosze. Ta kobieta śpi na pieniądzach, a pożytek dla społeczeństwa jest z niej żaden. To wesz. Gdyby on, Raskolnikow, przejął jej bogactwo, ludzkość by na tym zyskała. Mógłby swobodnie rozwijać swój talent. Ciąg dalszy łatwo przewidzieć: Raskolnikow pożycza siekierę. Puka do mieszkania lichwiarki. Słychać odgłos uderzenia siekierą. Krew.

- To brzmi jak wariacja na temat filozofii Nietzschego - zawołacie.

Tak! Bo Raskolnikow niczym pan tworzy własną moralność. Dla niego dobrem jest usunąć ze świata żywych tę "wesz" i przeznaczyć jej majątek na szczytny cel. Na przykład na własną edukację.

- Czy cel uświęca środki? - zapytacie.

Okazuje się, że sfera myślenia i sfera odczuwania to dwa różne światy w człowieku. Zobaczcie: po zabójstwie starej lichwiary nie jest tak fajnie, jak miało być. System nerwowy Raskolnikowa odmawia posłuszeństwa. Popada w gorączkę. Jak ostatni idiota wraca na miejsce zbrodni. Nie może się uwolnić od myśli o zabójstwie. Do tej pory tak racjonalny. Mądrzył się i ogłosił tę swoją filozofię w jednej z gazet, teraz okazuje się, że filozofia sobie, a emocje sobie.

- Ale przecież ten facet nie ma wyrzutów sumienia - powiecie. - Do końca, nawet gdy przyznaje się do winy i odbywa karę w więzieniu, gada, że jego filozofia jest słuszna. Nie ma w niej błędu. Że życie geniusza jest ważniejsze od życia lichwiarki.

OK. Mam wrażenie, że Raskolnikow byłby łakomym kąskiem dla doktora Freuda. Freud położyłby go na słynnej kozetce i z lubością obserwował, jak z podświadomości pacjenta próbują się uwolnić te wszystkie kulturowe pouczenia: "Nie zabijaj, szanuj każdego człowieka, nie będziesz miał cudzych bogów przede mną", które tenże pacjent swoim mędrkowaniem wepchnął do podświadomości. Podświadomość to bomba z opóźnionym zapłonem. Raz na jakiś czas trzeba ją rozbrajać.

Czasem wyobrażam sobie Nietzschego, jak czyta "Zbrodnię i karę". Być może jest jak uczeń, który wkrótce skopiuje mistrza. Być może uczy się od niego życia. Czy w tragedii Raskolnikowa nie umie się dopatrzeć finału własnej historii?

Warto zapamiętać:

Fiodor Dostojewski (1821-1881). Nienawidził Polaków, walczył z nałogiem alkoholizmu i hazardu. Książki: "Gracz", "Idiota", "Biesy", "Bracia Karamazow", "Zbrodnia i kara"; Fryderyk Nietzsche (1844-1900) - niemiecki filozof.