7 "Wesele", czyli kto zostanie dyrygentem

Stanisław Dutka
2007-09-24, ostatnia aktualizacja 2007-09-24 15:59

Data edycji: 27 października 2007 r.


- Nie rozumiem, nic nie rozumiem! - krzyczał sto lat temu pewien krakowski krytyk, gdy zobaczył premierę "Wesela" Wyspiańskiego. Sztuka była sławna, zanim ją zagrano na deskach sceny. Tym bardziej biedny krytyk miał prawo czuć się zagubiony. Bo co zobaczył? Inteligentów imprezujących z chłopami, wlewających w siebie alkohol jak kompot i usprawiedliwiających się słowami: "Gdyby Szopen żył, toby pił, toby pił, toby pił". Chaotyczne wizje pojawiają się przed bohaterami: a to Rycerz potężny, a to duch Jakuba Szeli, który pół wieku temu piłą rżnął szlachtę na kawałki, a to tajemniczy wódz Wernyhora ze złotym rogiem. Ktoś kogoś podrywa, ktoś z kimś gada o polityce, a na koniec armia kosynierów jak z bitwy pod Racławicami. Wreszcie wspólny taniec - wodzirejem jest chochoł, czyli płacheć słomy, która odkleiła się od drzewa. Wylew podświadomości? Sen wariata? Czy już należy dzwonić po doktora Freuda?

W pierwszej wersji dramatu bohaterowie występują pod autentycznymi nazwiskami. Bo "Wesele" jest swego rodzaju reportażem z wesela, które wyprawił przyjaciel Wyspiańskiego Lucjan Rydel. Rydel wziął ślub, urządził imprezę, sprosił znajomych, a wśród nich Wyspiańskiego, który podobno był jedynym trzeźwym podczas uroczystości. Książka mogłaby więc być wydarzeniem towarzyskim, a uczestnicy opisanej zabawy mogli sprawdzać, jak zostali sportretowani przez kolegę - wszystko dla śmiechu i kapitalnej zgrywy. Tak się jednak nie stało. Utwór stał się w Polsce jednym z najważniejszych utworów XX w. I choć w ciągu ostatnich stu lat tysiące innych książek umarło - postarzały się i zostały zapomniane - to "Wesele" żyje nie tylko dzięki podłączaniu pod respirator z napisem "Lektury szkolne".

Co takiego jest w tym tekście?

Na parkiecie weselnym spotykają się wszyscy - prosty chłop z wyrafinowanym inteligentem, Żyd z Polakiem, mądry z głupim. Popiwszy, mają halucynacje. Doktor Freud podpowiedziałby: alkoholowe zwidy bohaterów to projekcje ich marzeń i lęków. Oto słabiutki psychicznie Poeta spotyka Rycerza. Inteligent nachylający się do ust wieśniaczki gdzieś tam w tle widzi jej pobratymca, Jakuba Szelę - czy ten przypadkiem nie sprzeda mu kosy w plecy?

Ciekawe są te spotkania - nikt się z nikim dogadać nie może. Bo gdzie dwu Polaków, tam trzy partie? Czy też generalnie to problem ludzi, z których każdy ma osobną historię i ta historia jest przeszkodą, by się z drugim porozumieć?

Fascynujący w "Weselu" jest Wernyhora. Ze złotym rogiem przemyka wśród pijanych w cztery d... bohaterów. Ten złoty róg to zapewne marzenie każdego aspirującego do władzy. Mieć złoty róg to zdobyć charyzmę - talent, by sprawować "rząd dusz, zarządzać zbiorowością".

Wernyhora przekazuje złoty róg - wydawałoby się - osobie najwłaściwszej: Gospodarzowi, organizatorowi wesela. Gospodarz jest inteligentem, to on ma zadąć w róg, gdy nadejdzie godzina próby - armia gotowych do walki kosynierów czeka w pogotowiu. Wreszcie? Udało się? Właściwy charyzmat we właściwych rękach? Niestety: Gospodarz ledwo trzyma się na nogach. Nie wyczuwa powagi sytuacji. Złoty róg trafia w ręce głupiego Jaśka. Co głupi może zrobić z darem władzy? Najsłynniejsze słowa "Wesela" są skierowane do niego, a być może do każdego, kto spartolił daną mu szansę: "Miałeś, chamie, złoty róg, ostał ci się jeno sznur".

Patrzę na "Wesele" i myślę, że jest to stare zakurzone lustro, w którym ciągle się odbija dzisiejszy świat. Współczesna demokracja jest wielkim weselnym parkietem, na którym na równych prawach tańczą biali i czarni, muzułmanie i chrześcijanie, geje, lesbijki i heterycy, ideowcy i populiści. Duch Wernyhory krąży nad tym wielkim festynem, a paru polityków szuka sposobu, by wypożyczyć od niego złoty róg. Jak wiemy, w złoty róg może zadąć każdy: i pan, i cham. I mędrzec, i idiota. Tak czy inaczej, festyn będzie trwał, show must go on. Ale jakość tańca zależy od orkiestry, a właściwie od jej dyrygenta. Bo nie jest bez znaczenia, w czyich rękach spoczywa złoty róg. 1

Warto zapamiętać:

Stanisław Wyspiański (1869-1907). Malarz i dramatopisarz. Najsłynniejsze dramaty: "Noc listopadowa", "Warszawianka", "Wyzwolenie" i "Wesele". Premiera "Wesela" odbyła się w Krakowie w 1901 r.