-"Artysta jest organizatorem wyobraźni narodowej" - mawiał Norwid. To by znaczyło, że artysta jest trochę jak demiurg, co lepi z gliny człowieka. Uczy go myśleć, wdmuchuje mu duszę i podpowiada, kim ma być. Koledzy Norwida po fachu, XIX-wieczni twórcy, tacy jak Mickiewicz, Słowacki i dziesiątki innych, dziś już zapomnianych, odegrali role takich demiurgów. To oni swoimi tekstami budowali tożsamość Polaków.
Kogo ulepili?
Polak jest istotą wybraną przez Boga. U Mickiewicza nazywa się Konrad, u Słowackiego Kordian. Ma szczególną misję: niesie światu wolność. Przy okazji cierpi i poświęca się dla innych. Ginie. Zmartwychwstaje. Kim jest jako człowiek? Jeśli ma wybierać między kobietą a ojczyzną, wybiera to drugie. Ważniejsze jest dla niego dobro publiczne niż prywatne szczęście.
Nieźle jak na początek. Ale czy to nie zbyt marmurowa postać? Bardziej nadaje się na pomnik, niż żeby ją przytulić.
Efektowniejszy wydaje się Sienkiewicz. Myślę, że organizował wyobraźnię nie tylko Polakom, ale i Europejczykom. W końcu jako jeden z pierwszych w historii w 1905 r. otrzymał literacką Nagrodę Nobla. Przypatrzmy się jednak powieści "Potop" - utworowi, który zawładnął wyobraźnią kilku pokoleń i wprowadził do niej kilka ważnych rekwizytów.
Sienkiewicz odkopuje kawałek XVII-wiecznej historii. Oto Szwedzi najeżdżają nasz kraj. Zdobywają go bez walki, bo szlachta zachowuje się służalczo. Szwedzi niszczą, upokarzają i łupią. Do czasu, dopóki nie staną pod murami Częstochowy. Tu skromny i pobożny ksiądz Kordecki z garstką walecznych Polaków mówi Szwedom: nie! Oblężenie. Mały klasztor wydaje się bez szans. Ale nad walczącymi unosi się iluminacja Matki Boskiej. Przerażony Szwed wali głową w mur. Nic nie wskóra. Od tego momentu Szwed traci pewność siebie. Dostaje łupnia i ucieka z naszej ojczyzny, aż się kurzy.
Jaka z tego nauka? Że Matka Boska czuwa. Że broni nas i faktycznie zasługuje na miano królowej. Że stolicą duchową i sercem Polski jest Częstochowa. Tam jest klucz do polskich dusz.
Sienkiewicz tworzy mit założycielski Polaków. Ten mit jest ważniejszy od mitu o Piaście Kołodzieju czy o Lechu i Czechu. Mit Częstochowy jako przyczółka polskości stał się elementem naszej tożsamości. Od tego momentu wiadomo, że Polak to katolik. Wiadomo, gdzie szukać pomocy.
- Mit? - zapytacie.
- Z pewnością. Wprawdzie obrona Częstochowy jest faktem historycznym, ale to Sienkiewicz nadał mu rangę i sens. To Sienkiewicz uczynił go jednym z najistotniejszych wydarzeń w polskiej historii. To Sienkiewicz ubrał w słowa, które czarują.
Ważny mit. Świetnie odczytują go politycy, którzy, szukając rządu dusz, odkopują stereotyp Polaka katolika i swoje exposé wygłaszają z murów jasnogórskich. Wiedzą, że stamtąd najłatwiej wkraść się do polskiej wyobraźni. Zawładnąć nią. Bo mit Częstochowy zamieszkuje polską wyobraźnię narodową. Kto pierwszy go sobie przywłaszczy - ten lepszy.
"Pierwszorzędny pisarz drugiej kategorii" - powiedział o Sienkiewiczu inny pisarz, Witold Gombrowicz. Cóż by to miało znaczyć? Że mistrz lekkiej formy? Król literatury popularnej? Geniusz kiczu? Bo sugestywnie operował tym, co już wymyślone, odgrzewał stereotypy, by dotrzeć do masowego odbiorcy. Wystarczy spojrzeć na fabułę: główny bohater Andrzej Kmicic spotyka piękną Oleńkę. Po chwili traci ukochaną i przez następnych tysiąc stron będzie próbował ją odzyskać. Żeby przepis na popularną fabułę był pełny, Kmicic ma adwersarza - Bogusława Radziwiłła rywalizującego z nim o względy Oleńki. Koniec końców happy end: Kmicic w blasku chwały odzyskuje ukochaną.
- To niby dlaczego Kmicic okazał się tak ważnym literackim bohaterem? - zapytacie.
Bo jest spadkobiercą bohatera prometejskiego, wymyślonego przez Mickiewicza. Bohatera, który sam jeden w imieniu wszystkich walczy z imperium. Tylko poprzednicy Kmicica - Konrad czy Kordian - byli strasznie poważni, tragiczni i pomnikowi, a on, Kmicic - swojski chłop. A to zaklnie, gdzieś zapije, a to da w mordę, gdzieś się zabawi. A przy okazji wysadzi najpotężniejszą szwedzką kolubrynę i przy pomocy Matki Boskiej spuści Szwedom lanie.
Pisarz drugorzędny? Ale popularny - zawładnął wyobraźnią masową Polaków. I to nie na jeden sezon, jak to bywa z popularnymi czytadłami, ale na kilka dziesięcioleci. I tak jak Homer wprowadził do wyobraźni Greków Zeusa i jego olimpijską świtę, wojnę trojańską, Hektora i Achillesa, tak Sienkiewicz - mit Częstochowy, Kmicica i przekonanie, że jakoś tam jesteśmy narodem wyjątkowym, że jest w nas duch wygrywania i w trudnych momentach dziejowych bierzemy się w garść i pokonujemy potężnego Szweda czy Krzyżaka. Podpompował nadszarpnięte ego Polaka w czasach zaborów.
Ale za to Gombrowicz krytykował Sienkiewicza. Że zakorkował polską literaturę i wyobraźnię. Że pompując narodowe ego, napompował balon samouwielbienia. Gombrowicz jako pisarz co rusz starał się w ten balon wbić szpilę. Trzaskał nasze ego po pysku.
Który z nich miał rację?
Warto zapamiętać:
Henryk Sienkiewicz (1846-1916). Dziennikarz, nowelista i powieściopisarz. Utwory: "Trylogia", "Krzyżacy", "Quo vadis", "Listy z podróży do Ameryki". "Potop" jako druga część "Trylogii" ukazał się w 1886 r.