Za udział w szkoleniu straciła ubezpieczenie

Jesteś bez pracy i żeby znaleźć zajęcie, podnosisz na prywatnym szkoleniu swoje kwalifikacje? Za karę Urząd Pracy może zabrać ci status bezrobotnego. Takie jest prawo i wytyczne resortu pracy

Brygida Dynisiuk, drobna dziewczyna, absolwentka etnologii, stoi w wynajętym mieszkaniu na warszawskiej Pradze i rozkłada ręce. Właśnie straciła status bezrobotnego i prawo do ubezpieczenia. Poszła bowiem na szkolenie organizowane za pieniądze Unii Europejskiej przez Warszawskie Centrum Kobiet (WCK). Jej dwie koleżanki z grupy spotkał ten sam los.

- Jestem karana za to, że sama znalazłam sobie szkolenie i podnoszę kwalifikacje. Za to nie mam dziś ubezpieczenia - mówi Brygida.

Prawa do zasiłku i tak nie miała, bo nigdy nie pracowała na umowę o pracę. Ale to nie znaczy, że się obijała. Przed rokiem wystarała się o zajęcie - wolontariat przy opiece nad dziećmi biednych imigrantów w Genui we Włoszech. Po powrocie pracowała na zlecenia. Należy do trzech stowarzyszeń wolontariuszy. Na kurs poszła, bo marzy o pracy w organizacjach pozarządowych.

Warszawskie Centrum Kobiet uczy bezrobotne absolwentki, jak pisać projekty unijne, tworzyć strony internetowe itd. Szkolenie trwa trzy miesiące, ma wyciągać z bezrobocia zwłaszcza absolwentów kierunków humanistycznych. Pracy nie ma kilkadziesiąt procent z nich!

- Byłyśmy zaskoczone, że nasze trzy uczestniczki wykreślono z rejestru bezrobotnych za udział w szkoleniu. Te decyzje nie mają sensu - mówi Anna Damentko, dyrektor WCK.

W uzasadnieniu decyzji pozbawienia statusu bezrobotnej starosta powiatu wołomińskiego, gdzie Brygida Dynisiuk była zarejestrowana, napisał: "z posiadanych dokumentów wynika, że nie jest Pani zdolna lub gotowa do podjęcia zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy".

- W urzędzie powiedziano mi, że kiedy jestem na kursie, nie mogę pracować. Ale przecież gdybym znalazła pracę, to jasne, że zrezygnuję z kursu, który mnie do pracy przygotowuje! - mówi Brygida.

Podobny problem ma przynajmniej kilkanaście tysięcy bezrobotnych w Polsce, którzy chodzą na szkolenia finansowane z Europejskiego Funduszu Społecznego, a prowadzone przez firmy i organizacje pozarządowe. Takich szkoleń jest w całym kraju ponad 250, w każdym bierze udział od 20 osób do nawet 3 tys. osób.

Nic dziwnego, że z części szkoleń bezrobotni chcą uciec, a unijne pieniądze leżą. Mimo że dzięki szkoleniom za pieniądze EFS od maja 2004 r. pracę znalazła ponad połowa z 420 tys. Polaków, którzy brali w nich udział. W sumie projekty z EFS opiewają na razie na blisko 3,5 mld zł.

- To paranoja. Ludzie, których szkolę, drżą, że urząd zabierze im status bezrobotnego - mówi Andrzej Kania, szef firmy szkoleniowej Polbi z Warszawy. Prowadzi kurs wart 600 tys. zł - "Powrót do księgowości" - przeznaczony dla długotrwale bezrobotnych. - Niektórzy są bez pracy znacznie dłużej niż pięć lat. Dla nich status bezrobotnego jest bardzo ważny - mówi Kania.

Dlaczego status bezrobotnego można odebrać?

Wyjaśnia to pismo departamentu rynku pracy Ministerstwa Pracy z 16 lutego rozesłane do wszystkich Urzędów Pracy. Departament żąda, by pozbawiać praw bezrobotnego tych, którzy szkolą się bez skierowania z Urzędu Pracy. Powód: "Osoba taka nie jest zdolna do podjęcia pracy lub uzyskuje miesięcznie przychód w wysokości przekraczającej połowę minimalnego wynagrodzenia za pracę".

Dyr. Beata Czajka z tego departamentu twierdzi, że ten, kto szkoli się prywatnie, nie jest gotów do podjęcia pracy. Dlaczego? Bo gros czasu zabiera mu szkolenie.

Natomiast osoba, którą szkoli państwo, jest podjąć pracę gotowa. Jak to? Bo tak stanowi ustawa o promocji zatrudnienia.

Ustawa precyzuje: osobą bezrobotną jest ten, kto jest zdolny i gotów do podjęcia zatrudnienia. Tak więc ci, którzy się szkolą bez skierowania Urzędu Pracy - jako niegotowi do podjęcia zatrudnienia - muszą stracić status bezrobotnego.

Firmy szkoleniowe próbują sobie z tym radzić. Zabiegają, by skierowania na szkolenia wystawiały Urzędy Pracy. Wtedy statusu się nie traci.

Większość Urzędów rozumie, że przepisy są absurdalne, więc wystawia skierowania od ręki. Ale to zależy od dyrektora.

Brygida Dynisiuk zapewnia, że skończy kurs w Warszawskim Centrum Kobiet. Jeśli zachoruje, będzie musiała zapłacić za lekarza. Nadal szuka pracy, jak tylko może.