Pierwsza solowa płyta Janka Benedeka udowadnia, że dawny gitarzysta T.Love nie zapomniał, jak się pisze rockowe piosenki.
Na początku lat 90. Benedek - zagorzały fan Keitha Richardsa - wniósł do T.Love rockową przebojowość i lekko stonesowskie skrzywienie. Na "Oldschool Party" jest wierny chwytliwym melodiom i gitarowemu graniu. W otwierającej album piosence "Oldschool" deklaruje przywiązanie do zabawy w starym stylu i równie starej muzyki. Na płycie czuje się wpływy zarówno Stonesów czy The Who, jak i The Clash czy Blondie.
Ale Benedek to nie jest album retro. Równie dobrze usłyszeć na nim można nawiązania do poczynań jak najbardziej współczesnych Rapture, Hard-Fi, Kings Of Leon czy Jet. To po prostu dobre rockowe piosenki. Benedek - przede wszystkim gitarzysta - nieźle wyrabia się w roli wokalisty. Śpiewane przez niego teksty trzymają rockową konwencję. Jest coś o relacjach damsko-męskich ("Miłość i pieniądze"), jest coś o życiowym nonkonformizmie ("Młode wilki"). Ale nawet wśród rockowych klisz przemyca niespodzianki. "Ten twój kolega, co był tu kiedyś wcześniej/zmywał naczynia i napisał tu piosenkę" - śpiewa w "Hallo tu Londyn". Czy to przypadkiem nie o Muńku Staszczyku, który na początku lat 90. zawiesił działalność T.Love i wyjechał do pracy w stolicy Wielkiej Brytanii, gdzie w knajpie napisał słowa do "Warszawy"?
Fani T.Love mogą też porównać graną przez zespół, a napisaną przez Benedeka piosenkę "Gnijący świat" z jej dużo zimniejszą i niepokojącą wersją, która - pod angielskim tytułem "Vanishing World" - zamyka płytę. Co zabawne, wybrany przecież przez T.Love na singla utwór wcale nie jest najbardziej przebojową kompozycją z "Oldschool Party". Tą jest "Blind The Rainbow". Kapitalna, trochę stonesowska piosenka, która swego czasu pojawiała się w telewizyjnej reklamie. Szkoda, bo ja raczej widziałbym ją w roli radiowego, a nie reklamowego przeboju. No, ale taki to już los polskiego rock and rolla.
Benedek/Pomaton EMI
|
ŹRÓDŁO:
|  |