To klasyk, ale przyrządzony w lekkim sosie, w nowy sposób. Wydobyto to, co w sztuce Fernanda Legera najtrudniej zakomunikować w postaci tekstu czy albumu, a za to już trochę łatwiej na wystawie w murach galerii - jego stronę teatralną, taneczną, filmową, jego sposoby poszukania sztuki poza prostokątem płótna i kątem pracowni malarskiej. To w tej wystawie najbardziej uwodzi.
Wielki Leger (1881-1955), postać historyczna, artysta, który malował długowłose kobiety zaplątane w jakieś mechaniczne formy maszyn czy rusztowań, jest tu kimś innym. Jest nie tylko twórcą dzieł, które w muzeum wiszą koło Picassa czy Braque'a i które ogląda się zawsze z pewnym żalem, że jednak nie są obrazami Picassa ani Braque'a.
Leger należał do grona tych francuskich artystów, którzy bardzo dużo wysiłku wkładali w to, by na bazie stylu kubistycznego wypracować swoją własną, oryginalną wizję. Było to bardzo trudne, gdyż Picasso z okresu kubizmu dla malarstwa wieku XX był jak wzorzec metra. Nie sposób było po jego odkryciach malować tak, jakby kubizmu nie było. Ale z drugiej strony zbyt się do jego stylu zbliżyć - znaczyło stracić osobowość, rozpłynąć się w morzu naśladowców. Leger żył długo z problemem Picassa, właściwie do końca, także w sensie społecznym. Picasso to była gwiazda, która przyćmiewała inne gwiazdy.
W 1948 r. Leger jako członek francuskiej partii komunistycznej i malarz postępowy przyjechał do Wrocławia na Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju. Kiedy delegat radziecki obraził zachodnich gości, większość powyjeżdżała. Mówiono, że Leger wyjechał, bo nie wytrzymał tego, że uwaga wszystkich koncentrowała się bez przerwy i wyłącznie wokół Picassa.
Ta wystawa pokazuje innego, mniej stereotypowego Legera. Po pierwsze, są tu bardzo dobre obrazy, zwłaszcza te, w których Leger odstępuje od motywów geometrycznych, od zaciętej kubizacji i pozwala wpłynąć na powierzchnię płótna formom roślinnym czy organicznym. W pewnym momencie na pewno jest pod wpływem surrealizmu. Jest na wystawie dużo projektów dla filmu i teatru. Leger tworzył kostiumy i scenografię dla baletów szwedzkich występujących w Paryżu w latach 20. Potem wielokrotnie pracował dla teatrów. W jego malarstwie widać, że pewne kompozycje zostały zainfekowane przez teatr. Widać fascynację ruchem scenicznym, a jednocześnie ruchem mechanicznym.
W sali centralnej pokazano ważny dla rozwoju filmu awangardowego na świecie "Balet mechaniczny" Legera z 1924 r. To krótki film, bez dźwięku, sekwencja gwałtownie zmieniających się obrazów, wśród których są usta Kiki z Montparnasse, praczka wchodząca po schodach, bębny, butelki, płyta gramofonowa i urządzenia w ruchu: prasa, łożyska, tłoki. Tematem filmu jest rytmiczność mechaniki i rytmiczność natury, dla których Leger szuka wspólnego mianownika.
Film, taniec, scenografia - to jest w tej wystawie najciekawsze. Najmniej przemawia do mnie Sala Matejkowska zapełniona projektami witraży i mozaik. To też była próba wyjścia poza płótno, też eksperyment artystyczny, ale jego skutek był tylko dekoracyjny i monumentalny. Aspekt nowatorstwa jest tu najsłabszy.
Prace pochodzą z najlepszych francuskich zbiorów, m.in. z Centre Pompidou i Biblioteki Narodowej w Paryżu i z Muzeum Fernanda Legera w Biot, ale trzeba podkreślić też wkład polski. Dwie wybitne prace: obraz z 1930 r. oraz wczesny gwasz na papierze pochodzą z Muzeum Sztuki w Łodzi.
Fernand Leger "Od malarstwa do architektury", kuratorzy Sylvie Forestier, Agnieszka Morawińska, Jean-Michel Foray, Zachęta, Warszawa, do 20 sierpnia
|
ŹRÓDŁO:
|  |