Łatwe dziewczyny

redPor
2004-03-03, ostatnia aktualizacja 2002-01-22 20:52

Kobieta łatwa to przede wszystkim kobieta naiwna, bezkrytycznie przyjmująca to, co jej się wciska

W szkole podstawowej upominano nas, byśmy nie były dziewczynkami łatwymi. Starałyśmy się, by w trakcie fikołków na trzepaku nie było widać majtek, a jeśli już, to tak zwane majtki gimnastyczne, granatowe szorty. Zakładało się je przezornie pod spódnicę i na prowokacyjne okrzyki chłopaków "Majtki widziałem!", odpowiadało triumfalnie "No i co? To były gimnastyczne!".

Dobrze wiedziałyśmy, że dziewczyną łatwą być się nie powinno, to nawet gorsze niż być "chłopaczarą". Chłopaczara zwyczajnie lata za chłopakami, bo lubi, a dziewczyna łatwa pozwala im na różne rzeczy nie dlatego, że chce, ale dlatego, że oni chcą. Chłopaczary mogły budzić tajony podziw, łatwe dziewczyny - jawne lekceważenie. "Chłopaczara" przetrwała i dla niektórych stała się modelem nowej kobiecości: sama wybiera, ma inicjatywę, nie ukrywa swoich potrzeb i temperamentu.

A co z niegdysiejszą "łatwą dziewczynką"? Kobieta łatwa to przede wszystkim kobieta naiwna, bezkrytycznie przyjmująca to, co jej się wciska. Kiedyś funkcjonowało pojęcie "dowodu miłości". Dowodem tym miało być przyzwolenie dziewczyny na seks niezbyt przez nią chciany, ale upragniony przez chłopaka. Oddanie poprzedzone było dłuższą lub krótszą indoktrynacją ("Gdybyś mnie naprawdę kochała..."). Dziewczyna łatwa tym różniła się od innych, że w swojej naiwności i dla świętego spokoju dawała się w ten sposób otumanić więcej niż jednemu, a z czasem wymagała coraz mniej perswazji.

W dzisiejszych czasach nakłanianie dziewczyn, by złożyły "dowód miłości", skazane jest na niepowodzenie, gdyż kobiety mniejszą mają skłonność do poświęceń. Zamiast formuły "on chce, ja nie wiem, ale zrobię to dla niego", pojawiła się inna: "on chce, ja nie wiem, ale co mi to szkodzi". Zakłada się, że seks należy uprawiać, by nie zmarnować młodości, dlatego że jest to akceptowane, dlatego że współczesna kobieta powinna porzucić przesądy i być niezależna, co należy rozumieć tak, że niezależnie idzie do łóżka na życzenie każdego w miarę zdeterminowanego i nieodstręczającego kandydata. Wedle ideologii "A co mi to szkodzi" nie trzeba mieć szczególnych powodów, by decydować się na seks z kimkolwiek, co najwyżej czasem można mieć powód, by tego nie robić. Model "A co mi to szkodzi" bardzo się rozpowszechnił. Młode dziewczyny mówią: "Nie układa mi się z chłopakami. Do sylwestra byłam miesiąc z Norbertem, w sylwestra zaczęło się z Sebastianem, ale też się rozpadło. Teraz podoba mi się jeden facet, wyjechaliśmy na weekend, ale martwię się, że znowu nic z tego nie będzie. Chyba mam jakiś feler...".

"Wyjazdy firmowe to piwo, wóda, ruja i poróbstwo. Musu nie ma - tyle że niby dlaczego miałabym odmawiać? Żeby mnie uznali za cnotkę? W końcu co mam do stracenia? Faceci mogą, mnie też wolno".

"Trochę mi wstyd o tym mówić, ale mam takie okresy w życiu, gdy ląduję z przypadkowymi mężczyznami w łóżku, nawet bez szczególnej chęci. Z resztą, nie ja jedna - taki styl utarł się w moim środowisku". Może to się wydawać niesprawiedliwe, jednak większość mężczyzn odczuwa wobec tych dostępnych, uprzyjemniających życie dziewczyn raczej lekceważenie niż partnerską bliskość. Używane przez nich sformułowania w rodzaju "chętna do łóżka", "agencja gratis", "pogotowie seksualne" dobitnie to pokazują. Bohaterkom tych określeń nie przychodzi do głowy, że mogą być tak postrzegane, tak jak zapewne prawie każda czytelniczka tego tekstu uważa, że to na pewno nie o niej, bo ona sama wybiera i wie, co robi.



Mężczyzna traktuje poważnie kobietę dostępną, gdy jest dostępna dla niego, a nieosiągalna dla innych. Jeśli jest dostępna dla wielu, uważa ją za łatwą i żywi wobec niej wyższość, czasem wręcz pogardę, gdyż sądzi, że seks - mimo wszystko - jest czym innym dla mężczyzny, czym innym dla kobiety i inne na nich pozostawia ślady. Mężczyzna otwiera się co najwyżej emocjonalnie, kobieta dosłownie, przyjmując mężczyznę do swojego wewnętrznego świata. Kobieta znacznie łatwiej może zarazić się AIDS od mężczyzny niż mężczyzna od kobiety. Antropolodzy twierdzą, że ponieważ biologicznie kobieta ponosi w związku z seksem poważniejsze ryzyko, więc w wielu kulturach jest przyjęte, że mężczyzna jej to wynagradza - miłością, bezpieczeństwem, pieniędzmi czy przynajmniej miłym słowem.

Ale gdy naiwna kobieta tej nierówności zaprzecza ("nie jestem gorsza, mogę brać to, co chcę, on mi nic nie jest winien i ja mu nie jestem winna"), mężczyzna nie musi o nią dbać. Prowincjonalne dyskoteki albo niektóre firmowe wyjazdy przejawiają znaczące podobieństwo do - osoby urażone z góry przepraszam - tradycyjnych domów publicznych. Różnią się tym, że klienci nie muszą płacić - "towar" żywi przeświadczenie o własnej autonomii i iluzję, że to przyjemne.

Są firmy, które wydają się traktować dostępność seksualną pracownic i organizowane okazje do konsumpcji jako część dawanego pracownikom bonusu. A naiwne dziewczyny mają poczucie, że należą do elitarnej grupy awangardowych kobiet, które korzystają z życia, same wybierają i nie mają przesądów. Myślą, że są prawdziwymi chłopaczarami, a są zwykłymi łatwymi dziewczynkami.

Z pewnym zażenowaniem przypominam banalną prawdę: jeśli uprawia się seks z byle kim i w byle jakich okolicznościach, to niewiele z tego przyjemności, w najlepszym wypadku trochę chwilowej ekscytacji, a za to sporo niesmaku. Nie ma powodów, by decydować się pochopnie, jeśli nie jest się pewną własnych chęci.

Najlepiej chodzić do łóżka z mężczyzną, którego się kocha - seks połączony z miłością jest o wiele zdrowszy i przyjemniejszy. Ale nie zawsze może być tak pięknie - zatem decydujmy się na kontakt erotyczny wtedy, gdy przynajmniej jesteśmy pewne, że:

- chcemy, a nie ustępujemy z uprzejmości, dostosowujemy się do konwencji lub dajemy się namówić dla świętego spokoju;

- chcemy kontaktu seksualnego, a nie jedynie trochę czułości, bliskości czy uznania;

- chcemy kontaktu seksualnego z tym konkretnym mężczyzną, a nie po prostu seksualnej przyjemności z kimkolwiek, bo w tym ostatnim wypadku chyba już lepiej użyć pomocy technicznej - przynajmniej nie dopuszcza się byle kogo do intymnej bliskości;

- dla tego konkretnego mężczyzny nie jesteśmy byle kim: żywi on wobec nas pozytywne uczucia, niekoniecznie wielką namiętność, ale życzliwość, sympatię lub szacunek.

Ale dziewczynom jest coraz trudniej rozeznać się w sobie i w mężczyznach, po części dlatego, że we współczesnej kulturze nie tylko synowie zostali "zdradzeni przez ojca": rośnie pokolenie córek zdradzonych przez osłabione i niepewne matki. Powoli odchodzą w przeszłość pełne zdrowego rozsądku dojrzałe kobiety, krytyczne, choć życzliwe wobec młodych mężczyzn otaczających ich córki. Dziś matki zdezorientowane dyskotekową obyczajowością nie są już niczego pewne ("A może dzięki temu będzie miała lepsze życie niż ja?"), a niektóre próbują przeżywać drugą młodość, upodabniając się do córek i stając się ich "najlepszymi przyjaciółkami". Dziewczyny nie widząc w matkach pewności ani mądrości, nie mogą traktować ich jako autorytetów i - w poczuciu wewnętrznej pustki - poddają się środowisku, uznając mylnie jego presję za własny wybór.



Jak wiadomo, świat ocenia wiodących bujne życie seksualne mężczyzn znacznie łagodniej niż kobiety. Postuluje się, by to zmienić, przebudowując społeczną świadomość, tak by obie płcie były postrzegane podobnie. Bycie "łatwym" nie służy żadnej płci, więc proponuję, by upowszechniać pogląd, że łatwy mężczyzna, łapiący bez wyboru każdą okazję, jest równie słaby, naiwny i bezmyślny, jak łatwa kobieta.