Wiadomości  |  Kraj  |  Świat  |  Sport  |  Gospodarka  |  Nauka  |  Kultura  |  Fotografie  |  Twoje miasto  |  Pogoda  |  Gazeta Wyborcza  |

Ile było ofiar wypędzenia?

Ingo Haar*
2006-11-21, ostatnia aktualizacja 2006-11-19 18:49

Erika Steinbach wciąż mówi o ponad 2 mln Niemców zamordowanych podczas wypędzeń z Ziem Odzyskanych. Historycy dawno dowiedli, że było ich pięć razy mniej



Republika Federalna Niemiec od samego początku podawała przesadną liczbę Niemców, którzy ponieśli śmierć w czasie wypędzenia. W interesie wypędzonych leżało bowiem wyolbrzymianie swoich cierpień. Zafałszowana liczba ofiar pojawiła się także na wystawie "Wymuszone drogi" zorganizowanej w Berlinie przez Erikę Steinbach, szefową Związku Wypędzonych. Ile naprawdę było tych ofiar?

Kiedy w 1948 r. USA, Wielka Brytania i Francja - kraje zarządzające trzema strefami okupacyjnymi w Niemczech - postanowiły zwrócić uwagę ONZ na "los zaginionych cywilów", natrafiły na problem. Nie było oficjalnych danych dotyczących liczby ofiar. W 1949 r. powstał więc projekt udokumentowania cierpień wypędzonych i policzenia zabitych. Nie było jednak lokalnych ksiąg meldunkowych.

Wtedy to Hans von Spaeth-Meyken z Prus Wschodnich wpadł na genialny pomysł, by sporządzić kartotekę wszystkich wypędzonych. Ci, którzy przeżyli, mieli relacjonować zbrodnie popełnione na ich krewnych i sąsiadach. Wypowiedzi lekarzy, nauczycieli, administratorów miały niemal minuta po minucie odtwarzać dzieje ucieczki i wypędzeń. W krótkim czasie Spaeth-Meyken zyskał dla swojego pomysłu poparcie wszystkich świeżo utworzonych organizacji ziomkowskich, które zgodziły się wypełnić jego ankietę.

Dokumentacja była gotowa w 1953 r. Tymczasem jednak zmieniła się sytuacja polityczna. W okresie wojny koreańskiej Niemcy zachodnie, zdemilitaryzowane i uzależnione od aliantów, znów zostały uzbrojone [w 1955 r. powstaje Bundeswehra].

Hans Lukaschek, pierwszy minister ds. wypędzonych w gabinecie Konrada Adenauera, chciał wykorzystać tę sytuację. Był przeciwnikiem układu poczdamskiego z 1945 r., który przewidywał podział Niemiec i utworzenie we wschodnich Niemczech sowieckiej strefy okupacyjnej. Lukaschek chciał odzyskać utracone tereny. Jedyną drogą do tego był traktat pokojowy z mocarstwami zachodnimi.

Lukaschek zwrócił się o radę do historyków. Teodor Schieder, profesor uniwersytetu w Kolonii, zaproponował, by zbiór dokumentów Spaeth-Meykena wykorzystać jako "białą księgę". Gdyby doszło do rozmów pokojowych z Amerykanami, można by zaszokować amerykańską opinię publiczną dokumentacją straszliwych zbrodni popełnionych w trakcie wypędzeń.

Jednak Gotthold Rhode, pionier w badaniu strat wypędzonych, ostrzegał przed "białą księgą". Już Joseph Goebbels, minister propagandy III Rzeszy, w podobnym "dziele" podniósł liczbę zamordowanych w Polsce volksdeutschów z 16 tys. do 56 tys. Po 1945 r. Niemcy sudeccy w swojej "białej księdze" nazwali wypędzenie "zbrodnią przeciwko ludzkości". A Lukaschek i Schieder chcieli przecież stworzyć dzieło naukowe.

W końcu Schieder powołał niezależną komisję historyków. By ustalić liczbę ofiar, postanowiono porównać liczby mieszkańców wschodnich Niemiec z roku 1939 i 1948. Według spisu ludności z 1939 r. żyło na tych terenach 10 mln 87 tys. obywateli niemieckich. Liczba wypędzonych w 1948 r. sięgała jednak tylko 7 mln 85 tys. osób. Na dawnych terenach niemieckich pozostało 835 tys. obywateli niemieckich. Brakowało więc 2 mln 167 tys. osób. Tę właśnie liczbę Schieder uznał za liczbę ofiar śmiertelnych. Dodał do niej Niemców, którzy przed wojną mieszkali w Polsce i Wolnym Mieście Gdańsku. Wyszło mu 2 mln 484 tys. zabitych.

Ta liczba była jednak oczywistą fikcją. Nie uwzględniała naturalnych zgonów i samobójstw ani poległych żołnierzy Wehrmachtu, ludzi zmarłych już po wypędzeniu, a także tych, którzy uciekali przed nadciągającym frontem sowieckim.

Jak bardzo jednostronne są dane Schiedera, pokazuje przykład wschodnioniemieckich Żydów. W 1939 r. było ich 27 533. Większość z nich zamordowano zimą 1941/42 r. w niemieckich obozach koncentracyjnych. Los dalszych 4216 Żydów - tzw. mieszańców pierwszej i drugiej kategorii, którzy w myśl nazistowskich ustaw rasowych byli dyskryminowani i prześladowani - do dziś nie zostały wyjaśniony. W ogólnym rachunku obie grupy zostały uznane za ofiary wypędzeń.

Gdy w 1953 r. Lukaschek wydał pierwsze tomy monografii poświęconej wypędzeniom z terenów na wschód od Odry i Nysy, pisał o 12 mln wypędzonych. Twierdził, że Związek Sowiecki i jego satelici zamordowali ponad 2 mln Niemców.

Ani zamiar ministerstwa ds. wypędzonych, by zrewidować układ poczdamski, ani podane liczby nie wzbudziły zaufania na Zachodzie. Interweniował Polak Kazimierz Smogorzewski [dziennikarz i publicysta, redaktor "Encyclopaedia Britannica"]: "To absurd, że Niemcy wciąż snują projekty rewizjonistyczne, choć Armia Czerwona stoi nad Łabą" - mówił. Przeciwstawiał się też zawyżonej liczbie ofiar.

Owa liczba była rzeczywiście błędna. W 1954 r. Niemiecki Urząd Statystyczny zbadał liczby zamieszczone w wydawnictwie Lukaschka i wydał miażdżącą opinię. Krytykę tę zamieciono jednak pod dywan, a zawyżone liczby obowiązywały nadal.

Dopiero w 1964 r. sprawą zajęła się specjalna komisja kościelna. Znalazła nie więcej niż 473 tys. zabitych na wszystkich terenach wypędzeń. Ostatecznie w 1969 r. wielka koalicja kanclerza Kurta Georga Kiesingera postanowiła raz jeszcze przebadać tę sprawę. W 1974 r. państwowe Archiwum Federalne podało liczbę 400 tys. ofiar po drugiej stronie Odry. [Według polskich źródeł z tej liczby połowa Niemców zginęła w łagrach sowieckich; ok. 60 tys. w wyniku polskich represji, głównie w obozach i w trakcie transportu do Niemiec, który odbywał się w tragicznych warunkach; reszta - to ofiary działań wojennych Armii Czerwonej].

Ostatnia korekta nastąpiła w 1996 r., kiedy to niemiecko-czeska komisja ustaliła liczbę 16 tys. ofiar wśród Niemców sudeckich. Komisja zdecydowanie odrzuciła dotychczas obowiązującą liczbę 225 tys. ofiar.

Inicjatorzy Centrum przeciw Wypędzeniom pozostają jednak głusi na te ustalenia. Ich kronika wypędzeń reklamująca wystawę "Wymuszone drogi" wciąż podaje liczbę 225 tys. zabitych Niemców sudeckich. Erika Steinbach w dalszym ciągu mówi o ponad 2 mln Niemców zamordowanych podczas wypędzeń.

Można by o tym nie mówić, gdyby dzisiejsi prawicowi radykałowie nie używali tych liczb dla swoich celów. Podawanie wyższych liczb jest też powodem, dla którego polscy historycy widzą w wystawie berlińskiej jedynie posunięcie propagandowe. W Polsce nie dostrzega się różnicy między Powiernictwem Pruskim, które procesuje się o niemiecką własność, a słusznymi życzeniami wypędzonych, by uznać ich cierpienia. Jeśli wypędzeni chcą być w Polsce słuchani, muszą podawać właściwie liczby. W przeciwnym razie muszą się liczyć z tym, że będą uznani za odpowiedzialnych za zastój w stosunkach niemiecko-polskich.

*Ingo Haar - historyk niemiecki, współpracownik Centrum Badań nad Antysemityzmem

Artykuł ukazał się w „Süddeutsche Zeitung” 14 listopada br.

tłum. Danuta Zagrodzka

  • Ile było ofiar wypędzenia? a_s_i_m_o 20.11.06, 00:05

    Wprowadzić "przestępstwo wypędzeniowe". Jak oświęcimskie. Każdy kto mówi żewięcej niż X idzie w Polsce do pierdla.»

  • Jedyny sposób ułożenia się z Niemcami: giewont 20.11.06, 13:20

    Niemcy wypłacają 700 mld euro za morze krwi i nieszczęść jakie spowodowali.Z tej kwoty Polska wypłaca 15 mld za utratę majątków i krzywdy wyrządzone Niemcom.A potem się pogodzimy.Ale »

  • uff, tylko 400 tysięcy zamordowanych, a już toja3003 20.11.06, 14:44

    się bałem, że faktycznie było 2 miliony. A tak to nie ma się czym przejmować prawda(?)»