- To polityczny skandal i zamach na demokrację - tak eksperci i opozycja oceniają propozycję koalicji. - Ta zmiana ustabilizuje polską scenę polityczną na poziomie lokalnym - przekonuje premier Jarosław Kaczyński.
Dziś rano okaże się, czy pomysłem zmian w ordynacji nieoczekiwanie zgłoszonym przez koalicję Sejm zajmie się jeszcze na tym posiedzeniu. Projekt Samoobrony, LPR i PiS ma zwiększyć ich szanse w wyborach do samorządu. Chodzi o wprowadzenie do ordynacji tzw. grup list. Kilka komitetów mogłoby zawrzeć umowę, że w wyborach wystawią własne listy wyborcze, ale po wyborach - jeśli wspólnie zdobędą ponad 10 proc. - ich wyniki się zsumują. Jeśli nie - każda lista dostanie mandaty oddzielnie.
Przykład: lista PiS dostaje 8 proc. głosów, LPR - 3 proc., a Samoobrona - 2 proc. LPR i Samoobrona samodzielnie nie przekroczyłyby 5-proc. progu, ale w sumie z PiS dostaną mandaty w samorządzie. Takie rozwiązanie obowiązywałoby w wyborach w gminach powyżej 20 tys. osób, w sejmikach wojewódzkich i radach powiatów.
Pomysłem oburzeni są samorządowcy: - W skrajnym przypadku trzy partie, które dostają po 3,35 proc., zgarną znaczącą pulę mandatów, bo w sumie będą miały 10,05 proc. głosów! - dowodzą. - "To całkowite odejście od podstawowych zasad ordynacji proporcjonalnej, jaskrawy przykład koniunkturalnego działania" - piszą w liście do Sejmu samorządowcy z Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego - prezydenci miast, marszałkowie województw i szefowie organizacji samorządu terytorialnego.
Wtórują im eksperci: - To skok na samorządy, próba zdobycia większości za wszelką cenę - uważa twórca reformy samorządowej prof. Michał Kulesza z Uniwersytetu Warszawskiego. - Skandaliczna jest nie tylko zmiana reguł wyborczych na krótko przed wyborami, ale też samo założenie i cel projektu. Nie jest nim wspólne rządzenie po wyborach, ale wyłącznie zwiększenie liczby mandatów dla partii zrzeszających się w grupę. Gdyby chciały wspólnie rządzić, zawiązałyby koalicję - uważa Kulesza.
Koalicjanci bronią swojego pomysłu: - Zwiększa prawdopodobieństwo tego, że władza będzie ustabilizowana. Każda partia może zawrzeć tego typu porozumienie, to nie narusza reguł demokracji. Może natomiast zwiększyć racjonalność życia politycznego na poziomie województwa - przekonywał wczoraj premier Jarosław Kaczyński. Jego zdaniem polska scena polityczna potrzebuje konsolidacji. - To ułatwi podział pieniędzy unijnych , bo zwiększa prawdopodobieństwo, że w samorządzie wojewódzkim i samorządach niższych będą te same koalicje - powiedział premier. Nie zgadza się z zarzutem zmieniania ordynacji w ostatniej chwili: - Na zmiany w ordynacji każdy moment jest zły, albo każdy jest dobry.
Samoobrona dodaje, że zmiany będą korzystne dla wszystkich partii: - PO i SLD mogą otworzyć się na środowiska lokalne. Wszystkie partie mogą być beneficjentem tych zmian - ocenia Mateusz Piskorski z Samoobrony.
Ale opozycja zmian nie chce. - Jesteśmy świadkami swoistego zamachu stanu na uprawnienia wyborców. PiS chce wygrać wybory samorządowe nie poprzez wzrost zaufania społecznego, ale poprzez manipulowanie przy ordynacji - mówił na konferencji w Sejmie szef PO Donald Tusk. - Mówiąc krótko, głosując na PiS, wciągniemy do Rady Miasta Warszawy ludzi z Samoobrony - wyjaśniał wcześniej w Radiu ZET.
Propozycja koalicji bije szczególnie w PO - z dużych partii, z którymi mogłaby podpisać wyborczą umowę, zostaje Platformie tylko SLD. Ale PO też chciałaby zmienić ordynację. Wczoraj podczas konferencji prasowej poparła Obywatelską Inicjatywę Ustawodawczą, która zbiera podpisy pod projektem wprowadzającym jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach samorządowych.
Przeciw jakimkolwiek zmianom tuż przed wyborami jest PSL. Już w środę w liście do marszałka zaprotestował SLD: wprowadzany pośpiesznie projekt nie był konsultowany z samorządowcami, nie ma do niego żadnych ekspertyz prawnych.
Źródło: Gazeta Wyborcza